Logo
wtorek, 20 października 2020
św. męcz. Sergiusza i Bakchusa
Znajdujesz się na: Strona główna»Aktualności»Komentarz abp. Jakuba odnośnie wywiadu zamieszczonego w Magazynie Kuriera Porannego
Aktualności
13-01-2016

Komentarz abp. Jakuba odnośnie wywiadu zamieszczonego w Magazynie Kuriera Porannego

Przeczytałem w „Magazynie Kuriera Porannego” artykuł-rozmowę z Panią profesor Małgorzatą Kowalską zatytułowaną „Nie ulega wątpliwości, że dziś Europa jest zlaicyzowana”, która w znacznej mierze dotyczy treści mojego „Bożonarodzeniowego Orędzia” skierowanego „do Czcigodnego Duchowieństwa, Miłujących Boga Braci i Sióstr Zakonnych, i Wszystkich Wiernych Diecezji Białostocko-Gdańskiej”.

Ze zdziwieniem odkryłem, że nie wszystkie moje myśli zostały odczytane i zrozumiane prawidłowo, choć starałem wyrażać się dość jasno.

Na początku pragnę nadmienić, że orędzie było skierowane do wiernych prawosławnych i zgodnie z tradycją było odczytane w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia podczas Liturgii. Jest ono również publikowane na diecezjalnej stronie internetowej, w „Wiadomościach Prawosławnej Diecezji Białostocko-Gdańskiej” i emitowane w świątecznych prawosławnych programach religijnych. Jest ono skierowane, przede wszystkim, do ludzi, którzy mają styczność z duchowością wschodnią i rozumieją używane terminy, zwroty i sformułowania.

Czy wymagało ono omówienia i oceny Osoby z takim dorobkiem naukowym na łamach lokalnej gazety? O ile miało to jednak miejsce, nie mogę pozostawić opublikowanej rozmowy bez odpowiedzi.

Pani Profesor zaczyna swoją wypowiedź od słów: „Kościół katolicki i prawosławny jest dosyć źle przystosowany do współczesnej duchowości”. Zgodziłbym się nawet ze stwierdzeniem, że nie wszyscy współcześni duchowni rozumieją i umieją nauczyć duchowości chrześcijańskiej, ale słowa, że Kościół jest źle przystosowany do współczesnej duchowości (z ust filozofa), brzmią co najmniej dziwnie? W rozumieniu teologicznym Kościół nie jest instytucją utożsamianą z hierarchią, ale tworzą go wszyscy wierni, czy wreszcie zgodnie ze słowami ap. Pawła, Kościół jest ciałem Chrystusa (Ef 1, 23). Duchowość nie jest więc czymś zewnętrznym do czego ma się dostosować Kościół. Powinno być raczej na odwrót – to Kościół jest źródłem właściwej duchowości, a my możemy ją tylko na nowo odkrywać. Prawosławie nie dzieli stąd pojęcia duchowości na współczesną i jakąś inną. Dla prawosławia duchowość jest zawsze tą samą, taką jaką była w starożytności, jest obecnie, taką też będzie w przyszłości. Przecież Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki (Hbr. 13, 8) - to my możemy jej nie rozumieć.

W rozmowie omówiono również wskazaną przeze mnie w orędziu wagę uczestnictwa w nabożeństwach dla właściwego przeżywania świąt.

W języku polskim są dwa różne słowa: „uczestnictwo” i „obecność”. W tekście orędzia celowo użyłem słowa „uczestnictwo”, które zakłada przygotowanie się do świąt (nie chodzi oczywiście o zakupy, lecz o post, spowiedź, skupienie się na treści tak bogatych tekstów liturgicznych wciąż używanych w Kościele prawosławnym i uczestnictwo w Eucharystii) oraz ich właściwe przeżywanie (mam tu na myśli greckie pojęcie – mistica theamata – mistycznej kontemplacji, mistycznego uczestnictwa w wydarzeniu). Nie chodziło mi o formalną obecność na nabożeństwie, co dla prawosławnego wiernego powinno być zrozumiałe. Oczywiście formalna obecność na nabożeństwie nie uczyni człowieka „ani uczciwszym, ani lepszym”, ale już uczestnictwo podczas którego zaskarbiamy łaskę Bożą, powinno. Chrześcijanie bowiem wierzą, że w procesie przemiany człowieka ważna jest nie tylko jego silna wola, ale także działanie łaski. Bez uczestnictwa w łasce Bożej, świętowanie Bożego Narodzenia bardzo szybko przemieni się w zwykły Xmas.

W szczególny sposób zdziwiły mnie również następujące słowa Pani Profesor: „problem (uchodźców) został ujęty, powiedziałabym, w sposób niezbyt chrześcijański, jeżeli przez chrześcijaństwo mamy rozumieć przede wszystkim przykazanie miłości bliźniego”. Co Pani Profesor miała tu na myśli? Czy chodziło tylko o skontestowanie mojej wypowiedzi? Przecież wyraźnie napisałem: „Jak paradoks brzmią dla wielu nawoływania ludzi wiary, by ich przyjmować w imię Chrystusa, bo to jest nasz ewangeliczny obowiązek”. Może zabrakło jeszcze krótkiego twierdzącego zdania: „Tak mamy przyjmować każdego, ponieważ jest to nasz ewangeliczny obowiązek”. Ale nie przyszło mi na myśl, że trzeba wyjaśniać wiernym tak oczywisty fakt, a tym bardziej dla prawosławnych, którzy w tym roku wspominali setną rocznicę „bieżeństwa”. Widoczne jest to również z kontekstu całej wypowiedzi. Każdy przecież też słyszał podczas nabożeństw ewangeliczne słowa Chrystusa: Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie…(Mt. 25, 35).

Mam nadzieję, że Ci do których skierowane było orędzie, zrozumieli moje słowa właściwie. Co jednak było celem opublikowanej w „magazynie” rozmowy, pozostawię bez odpowiedzi.


Arcybiskup Białostocki i Gdański Jakub